sobota, 28 stycznia 2012

Drogi blogu

   Kochany blodżgu, piszę do Ciebie ten skromny list, aby Cię przeprosić za moją nieobecność. Mam nadzieje, że tęskniłeś za mną równie mocno, co ja za Tobą. Nie sądziłam, że się do Ciebie tak przywiążę i będę miała wyrzuty sumienia nie wypełniając Ciebie małymi literkami, składających się z moich myśli. Zaglądałam tutaj regularnie i za każdym razem serce mi się krajało, że nie mogę tak po prostu usiąść i zacząć pisać. Pragnę to nadrobić, ponieważ daje mi to mnóstwo satysfakcji i harmoni w życiu. Wybacz, że tak Cię zaniedbałam, bardzo zła blogerka. Mam malutkie usprawiedliwienie. Teoretycznie miałam ferie i powinnam znaleźć dla Ciebie chwileczkę. Jednak w praktyce w moim kalendarzu zabrakło najmniejszej chwileczki. Był wypełniony po brzegi. Nie wiem czy Ci już wspominałam, że pierwszy tydzień ferii spędziłam na obozie. To było cudowne 7 dni. Mnóstwo pracy i niesamowite zmęczenie, udowodniło mi, że stać mnie na wiele więcej i podarowało wiele motywacji, wymieszanej z wiarą w siebie. Muszę Ci się koniecznie pochwalić moją owocną wizytą w Lublinie. A mianowicie przywiozłam z tego miasta cudowną sukienkę do tańców standardowych. Mój biało-różowy cukiereczek okrywa przepiękna francuska koronka, której wijący się wzór prowadzi do dołu sukienki, ku zwiewnym piórom. Magiczny wygląd dodaje błyszczący pył, w postaci kryształów Swarovskiego. Powiem Ci, że ostatnio mój pokój wypełnia cieplutki zapach, nadających magiczną atmosferę świeczek. Jednak największą frajdę sprawia mi grzebanie w gorącym wosku. Trzeba cieszyć się małymi rzeczami, dawać sobie przyjemności kiedy tylko możemy, prawda ? ;) Chyba, że grozi to pożarem, to trzeba uważać, a moje włosy są zdecydowanie zbyt łatwo palne. Dodam jeszcze, że wczorajszy wieczór nie tylko umilił mi rozpływający się w moich palcach, wosk. Dołączyła do niego moja ulubiona para, w postaci cytrusowego redsika i paczki paprykowych chipsów. Pycha ;) Samo pstryknięcie przy otwarciu butelki z musujących niebem, przyprawia mnie o uśmiech. A to wszystko oglądając ''Niezapomniany romans''. Niestety moje beztroskie życie dobiega końca. Te ferie zaliczam do zdecydowanie udanych. Chciałabym Ci opowiedzieć o ich każdej minucie. Jednak wyobraź sobie, że zostałam zaproszona na studniówkę i zaraz pędzę się robić na bóstwo. To idealne zakończenie i podsumowanie tegorocznych ferii. Życz mi dobrej zabawy.
    Na koniec mojego listu, jeszcze raz Cię przepraszam i obiecuję poprawę. Gorące buziaki.

                                                                     
                                                                                                   Twoja niedobra właścicielka.


Ps. Zauważyłeś, że pomimo mojej nieobecności nadal Cię odwiedzano ? To przemiłe :) Pozdrawiam!

środa, 11 stycznia 2012

sweet dreams

  Od dłuższego czasu natłok myśli zatopiony w wyrzutach sumienia, nie daje mi snu. Dziękuję bardzo długiemu weekendowi, który umożliwił mi chrapanie do 12, niestety zapomniał przygotować mnie do zmiany czasu na szkolny.Doskonale wiem, że nie muszę Wam tego tłumaczyć, ponieważ nie raz to przeżyliście i przeżyjecie. Jednak tym razem moja bezsenność przechodzi samą siebie ! Coś okropnego . Droga bezsenności, dlaczego tym razem trafiłaś na mnie ? Hm ? A może ktoś chce się zamienić ? Z wielką chęcią oddam bezsenność, która wlazła, ze swoimi zabłoconymi buciorami, nieproszenie do mnie. Już i tak za długo u mnie wegetujesz i pewnie wiele razy mnie odwiedzisz, więc zmykaj. Słyszysz bezsenności ? Spotkamy się po feriach, które rozpoczynają się już w tym tygodniu. Obiecuję Ci, że zapewne będę przez nie rozpieszczana popołudniowymi pobudkami. Dlatego zostaw mnie na razie w spokoju i znajdź sobie inną ofiarę. Dłużej nie zniosę godzinnego wiercenia się w moim skrzypiącym łóżku. Z jednej strony jest to zabawne, co podczas tych godzinnych męczarni w poszukiwaniu snu, przychodzi do głowy. Dobrze to znacie. Stwarzanie historii, które nigdy się nie wydarzą.  Czasem daje się porwać wirowi fantazji, na co muszę uważać. Tak, tak za marzenia się nie płaci. Jednak muszę być czujna, ponieważ czasem za bardzo się zatracam w zmyślaniu historii i mylę rzeczywistość z urojeniami. Z wielką chęcią podzieliłabym się z Wami o czym tak namiętnie, bujam w obłokach. Niestety trudno ten kołtun myśli ubrać w słowa i tak na prawdę za bardzo pamiętam co mi wtedy krążyło po głowie. Musielibyście ją odwiedzić. Jak już jesteśmy przy czynnościach, które robi w zaciszu domowym, zazwyczaj w samotności, nie przyznając się nikomu. Najbardziej lubię udawanie jakiejś gwiazdy. Ooo tak to jest to ! Na marginesie dobrze, że nie mamy monitoringu w domu, bo był by niezły kabaret potem. Ostatnio przeistaczam się w Pussycat Dolls, oczywiście jestem główną wokalistką Nicole. Haha żałujcie, że tego nie zobaczycie. Ewentualnie bardzo lubię bawić się Beyonce. Czyż to niesamowite, że pomimo tylu różnic, łączy Nas, ludzi kilka czasem zabawnych rzeczy, zachowań i upodobań ?
    Dodam jeszcze tylko, że pragnę jakos ubarwić wygląd, mojego bezpłciowego jak dla mnie bloga. Tylko nie mam pojęcia jak. Chciałabym dać kawałek siebie, bo jak na razie jest zbyt 'sucho' tutaj. Żeby miło było mnie odwiedzać. Od razu mówię, że nie chce umieszczać swoich zdjęć. Coś trzeba wykąbinować. Jak będe miała trochę weny twórczej, to zobaczycie co z tego wyjdzie. Może Wy macie jakieś pomysły ? Dziękuję bardzo za uwagę. Pozdrawiam cieplutko !

piątek, 6 stycznia 2012

z uśmiechem na twarzy

Moje drogie Panie, Panowie lepiej żeby też posłuchali. Czyż nie uważacie, że w dzisiejszych czasach płeć męska ma zbyt łatwo ? Dokładniej chodzi mi o relacje damsko-męskie. Nie mam na celu obrażać czy też w jakiś sposób naskakiwać i mówić jacy to jesteście źli kochani Panowie. Nie, nie. Chodzi mi o to, że żyjemy w jakże oczywiście pod wieloma względami pięknym, XXI wieku. Niestety w naszym życiu zbyt wielką rolę odgrywają komputery, komórki i wiele innych różnorakich urządzeń komunikacyjnych. To smutne, że większość z nas po zabraniu ich nie umiałaby funkcjonować. Owe urządzenia, są stanowczo źle wykorzystywane, a przede wszystkim nadużywane. Nie chodzi o kompletne zrezygnowanie z tych udogodnień i całkowite cofnięcie się do ery bez komputerowej. Ułatwiają nam wiele rzeczy, lecz nie bądźmy ich niewolnikami. Niech nie będą naszym mózgiem. Boję się, że w przyszłości będziemy się widywać jedynie w wirtualnym świecie. Rozumiem, że wychowaliśmy się w epoce komputerowej  i to wszystko jest dla nas niestety codziennością i normalnością. Jednak powielmy kilka drobiazgów od naszych jeszcze nie tak chojnie obdarzonych poprzedników. Wracając troszkę do tematu, który chciałam poruszyć. A mianowicie ostatnio natknęłam się na książkę ( niestety nie pamiętam tytułu ), w której znajdowały się listy miłosne z młodości autora do swojej żony. I tak się zastanawiam co my po sobie zostawimy ? Co my za ileś tam lat będziemy mogli odczytywać i wspominać wraz ze swoim ukochanym ? Wiadomości na gadu-gadu, facebooku czy innych tego typu, co raz częstszych miejscach spotkań ? To takie smutne i przygnębiające. Przerażają mnie współczesne podboje mężczyzn, poprzez internet lub telefon komórkowy. A kiedy nadejdzie czas na spotkanie w oko w oko, nie umieją się zachować. Co mnie nie dziwi. W wirtualnym świecie czują się oczywiście pewniej, bo łatwiej jest spojrzeć na monitor niż prosto w oczy dziewczyny. Niedługo w końcu zaczniemy umawiać się na randki w sieci, bo nie będziemy mieć na tyle odwagi by się spotkać. Co raz bardziej odzwyczajamy się od realnych spotkań. To okropne ! Czyż nie łatwiejsze jest zwykłe umówienie się, zamiast czasem godzinne rozmowy, przez elektroniczne urządzenia ? Jak dla mnie zdecydowanie o wiele przyjemniejsza jest pierwsza wersja, niż gapienie się w monitor. Moi drodzy Panowie proszę Was, nie idźcie na łatwiznę. A może warto czasem się wykazać ? Nie rezygnujcie z pomocy przeróżnych komunikatorów, jasne ! Mam na myśli niezastępowanie i nie ograniczanie się jedynie do elektroniki. Błagam cofnijcie się troszeczkę do romantycznych tradycji. Pisanie listów. Marzę o tym, by kiedyś dostać kawałek kartki, z odręcznie napisanym wyznaniem miłosnym. Nie każe wam być poetami. Nie ważne jest dla mnie jak ten list będzie napisany. Liczy się gest i chęci, że facet wysilił się, poświęcił trochę czasu, musiał pomyśleć, a nie kopiuj wklej wierszyki z internetu. Wiersze. Wiem, wiem jak to brzmi: 'O matko, wiersz co ona gada, przecież to trzeba być pisarzem !'. Hah nie, nie. Dla mnie to może być najgłupszy wiersz na świecie, gdzie rymy będą bez jakiegokolwiek sensu, który wywoła uśmiech i wzruszenie na mojej twarzy. Ważne jest, że pisząc go, myślał o mnie. że chciał mi zaimponować. Zwykły spacer w ważnym dla Was lub jakimś wyjątkowym miejscu. Zwykłe drobiazgi, typu podarowanie ulubionej czekolady lub innego smakołyku. To nie wymaga wielkich kosztów, bo nie chce Was naciągać ;) Z pewnością zaskoczycie dziewczynę, a potem będzie z uśmiechem na twarzy konsumowała, z myślą jakiego ma cudownego chłopaka. Tak, tak pamiętajmy, mała rzecz, a cieszy. A kwiaty ? Nie muszą to być nie wiadomo jakie bukiety. Osobiście najbardziej lubię polne kwiatki. Śliczne małe bukieciki za jakieś 5 zł, z którymi staruszki stoją na targach. Panowie nutka romantyzmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a gwarantuję, że nawet pomogła. Wiem, że na pewno zaraz powiecie, że jesteście nieśmiali i boicie się wyśmiania. Jeżeli dziewczyna wyśmiewa swojego wybranka, to jest żałosna i niedojrzała. Ale trzeba się przełamać. Kiedy macie to wszystko robić jak nie teraz ? Ha i tu psikus ! Macie to robić całe życie, cwaniaczki ;) Dlatego proszę byśmy uczyli się romantyzmu i okazywania uczuć już teraz, w tak młodym wieku. Powielali tradycje, triki od naszych przodków. Nie wybierajmy tej najprostszej drogi, wysilmy się czasem. A My, kobitki doceniajmy te najmniejsze gesty i również starajmy się być jak najbardziej romantyczne. Przykro mi kochani Panowie, musiałam ;) Piosenka idealna, przyznacie ;)


  Wiem, że żyje w swoim jakimś pięknym, wyimaginowanym świecie. Gdzie wszyscy się kochamy i szanujemy. Możliwe, że jestem jeszcze nastolatką, która mało wie o życiu. Może jestem niepoprawną romantyczką i uważam, że miłość jest piękna. Może kiedyś, z wiekiem, zmienią się moje poglądy. Jednak nie pragnę tego teraz. Chce żyć w moim ciasnym, zagraconym pokoiku. To takie moje małe, różowe, pudełeczko, w którym jest mnóstwo marzeń, wspomnień i do którego wchodząc mogę być sobą. Niech dalej moją twarz, którą kiedyś mam nadzieje opuszczą mali czerwoni przyjaciele, otula niesforny, żyjący własnym życiem, kręcony puch. Tak, tak jest o wiele przyjemniej. Skąd ostatnio we mnie tyle optymizmu ? Zasługa szalejących hormonów ? Nie wiem. Ale proszę, by tak pozostało jak najdłużej ! Hah powiem Wam, że jestem szczęśliwa jak świnia w błocie ! Mam nadzieje, że ktoś nadal posiada tyle cierpliwości, by docierać do końca moich notek. Przede wszystkim wielki podziw i  podziękowania dla Was ! Jak już jest tak wesoło, to powiem Wam, że jestem wielką fanką kabaretów. Poniżej jeden z moich ulubionych, czyli kabaret 'Hrabi'. Uwielbiam ich, a szczególnie tą babeczkę. Skecz o kwiatach jest fenomenalny ! 



Pozdrawiam gorąco i życzę również tak rewelacyjnego samopoczucia, jakie mnie odwiedziło !


niedziela, 1 stycznia 2012

Bye, Bye 2011

Kolejne 12 miesięcy za nami.. Sylwester, nowy rok. Czas refleksji, podsumowania porażek, jak i sukcesów. 2011 rok przyniósł mi wiele pięknych jak i tych trochę przygnębiających chwili. Nowy partner taneczny. Przejście z gimnazjum do liceum. Pierwsza miłość. Podwójne odtrącenie ze strony płci przeciwnej. Przed Panem Nieosiągalnym był jeszcze tylko jeden zawodnik, który też nie zdołał mnie ujarzmić i postanowił porzucić. Hehe a nawet pierwsze szpilki ! Tak, tak to wielkie wydarzenie dla kobiety. Dostaje odemnie 5. Jednak od 2012 wymagam więcej ! Nowy rok, to także czas na zmiany. Każdy na pewno ma jakieś postanowienie noworoczne. Nawet nie spisując go na kartce papieru i myśląc, że go nie posiada-jest w błędzie. Bo przecież każdy z nas chciałby coś zmienić w sobie, w swoim życiu. Każdy ma jakiś cel, marzenie. To jest właśnie postanowienie. Nie musi ono być uzależnione on nowego roku oczywiście. Każda pora, jest dobra na zmiany. Jednak kolejny rok, ma dać nam kopa w dupsko !  Ma być motywacją. Tak jakbyśmy zaczynali wszystko od nowa. Według mnie dodatkowe spisanie ich i schowanie na dnie szkatułki albo właśnie powieszenie w miejscu naszej częstej obserwacji, to świetna sprawa. Staną się dzięki temu bardziej realne. A może tym razem, trochę bardziej sie wysilimy ? Proszę nie ograniczajmy naszych marzeń, jedynie do bycia wzorowym uczniem, pokonywania lenistwa, ewentualnie dziewczęta, do gubienia wyimaginowanych kilogramów. Nie, nie, nie to zbyt ogólnie. Wierzę, że stać nas na wiele więcej. Osobiście pragnę wreszcie pokazać na co mnie stać ! Ciągle czuje, że mogę więcej. Czas płynie, a ja go nie wykorzystuje. Na co czekam ?! Marnuję się i kiedyś tego pożałuje, cholernie pożałuje. Już od dłuższego czasu mam w planach spięcie pośladów i pokazanie wszystkim na co mnie na prawdę stać. Jaką jestem wartościową osobą ! Koniec z ambicjami bez pokrycia. Swoją przemianę pragnę rozpocząć od oczyszczenia ciała i duszy. Czyli posprzątanie starych, zgrzybiałych już burdów, z przeszłości. Hm nie wiem z czym będzie łatwiej ? Mianowicie oczyszczenie ciała polega na powrocie do formy fizycznej. Nie, nie jestem z tych dziewczyn z powiedzeniem 'jestem za gruba'. Nie narzekam na swój wygląd. Nie mam nic sobie do zarzucenia. Nie uważam, że jestem jakaś pięknością ale nie gadam głupot jaka to jestem brzydka. Nie. A jeżeli juz coś takiego mi przyjdzie do głowy, to natychmiast przypominam sobie, że inni ludzie nawet nie mogą ponażekać na swój wygląd, przez np. ślepotę. Może tak dalej wymieniać przykłady kalectwa czy problemów ze zdrowiem.. To są problemy. Jednak ja pragne docenić to co mam i wykorzystać. Dlatego chcę zadbać o moje ciało. Zaś oczyszczenie ducha, to rozwiązanie problemów szkolnych, poprawienie sobie ocen i systematyczne pójście do przodu. Sama sobie tego piwa naważylam to teraz musze je wypić do dna i na zdrowie ! Jestem co raz bliżej teoretycznej, dorosłości. Od 10 lutego 17 lat, a w przyszłym roku dowód. Ten fakt mnie przeraża. Matura, studia i co dalej ? Niby mam plany. Ale planować jest o wiele łatwiej. Co zrobie kiedy nadejdzie czas realizacji ? Dobrze powiedzmy, że mam jeszcze troszkę czasu.
2012 co dla mnie szykujesz ? Błagam Cię, bądź łaskawy. Zapomniałam dodać, że szykuje sie rewelacyjnie, ponieważ zgodnie z przysłowiem: Jaki sylwester taki cały rok !
Ściskam gorąco !

czwartek, 29 grudnia 2011

Ballroom Dance


Taniec towarzyski. Zdecydowanie niedoceniana dyscyplina sportowa W Polsce oficjalnie, dopiero od września 2011 roku, jest traktowany jako sport. Niestety ludzie widzą tylko efekt końcowy. A mianowicie piękne tancerki, które wraz ze swoimi partnerami czarują na parkiecie. Z gracją i lekkością, poruszają się, kokietują, wyginają, jak tylko mogą by oczarować publiczność. Tak, tak wiem, że miło jest na to popatrzeć. Jednak stoi za tym wielka harówa. Przykro mi, że nie możecie obserwować krętej drogi tancerzy, by Ci mogli chociaż zaprezentować się na turnieju. Ludzie nie zdają sobie sprawy ile trzeba poświęcić. Taniec wymaga wielu wyrzeczeń, czasu, zdeterminowania, a przede wszystkim pasji i talentu. Taniec towarzyski to 50% techniki i 50% swojej aparycji, ognia w ciele. Najważniejsze jest żeby wydobywać z siebie na parkiecie, nie wstydzić się. Wiele rzeczy można wypracować. Jednak moim zdaniem taniec trzeba czuć ! Potrzeba także silnej psychiki. Moi drodzy ten świat ma dwie strony. Zapomnijmy na chwile o tym co widzimy. Zerknijmy od kulis. Tancerze tak na prawdę nie mają życia prywatnego. Często idzie to w parze z samotnością. Jeżeli chcą tańczyć zawodowo, to w ich życiu nie ma miejsca na imprezy, spotkania ze znajomymi czy też czasem zwykłe wyjście do kina. Ich życie jest na sali treningowej, wraz z partnerem. Wakacje, ferie, święta czy wszelkie wolne dni, umożliwiają tylko jeszcze większą ilość treningów. Ciąży na nich wielka presja. Konkurencja nigdy nie śpi, ciągle idzie do przodu, nie mogę być gorsi. Atrakcyjne tancerki często wpędzają w kompleksy. Nie każda z nas ma piękne długie nogi, wcięcie w tali i figurę syrenki. Za wszelką cenę nie można stracić pewności siebie.Trzeba ciągle nad sobą pracować. Kondycja przede wszystkim, by móc potem dać jak najlepszy występ. Niektorzy oglądając występy tanczene myślą, że to takie łatwe. Tak ma właśnie wyglądać. W rzeczywistości to ogromnie ciężka praca. Do tego dochodzą zajęcia z baletu i tańca współczesnego, by mieć jak najlepiej przygotowane ciało. To wszystko kosztuje. Mało z Was wie, że to na prawdę duże pieniądze. Stroje, szkolenia, obozy, wyjazdy na turnieje, to niemały koszt własny. Kolejna rzecz, która mnie boli to fakt, że tancerki są uważane za po prostu głupie ! Czasem nawet obiło mi się o uszy, że są, i tu użyję brzydkiego słowa dziwkami. Moi drodzy nigdy w życiu głupia tancerka nie osiągnie sukcesu. Nie zapominajcie, że to jest scena i tam się gra. A co do partnerów. Zazwyczaj nazywani gejami, pedałami lub lalusiami. Fałsz. To prawda, że może różnią się od przeciętnego mężczyzny ale na pewno nie są gorsi. Ba, można powiedzieć że są pod wieloma względami lepsi. Potrafią przede wszystkim zadbać o kobietę wyeksponować ją, sprawić, że poczuje się wyjątkowa. I to jest właśnie prawdziwy facet, wie jak traktować kobietę. Nie można potrzeć stereotypowo.Szanuję wszystkich, którzy mają jakąkolwiek pasję, zamiast stać pod klatką z piwem. Niezależnie czy to śpiew, taniec, rysowanie czy lepienie babek z piasku. Jeżli to daje komuś radość i nie robimy przy tym nikomu krzywdy, to nie mamy prawa się z kogoś śmiać i go osądzać. Pasja czyni Nas wyjątkowymi.
Dla mnie taniec to piękno poruszania się kobiety i mężczyzny. Porozumiewanie się bez słów. Wchodząc na parkiet czuję, że to moje miejsce. Czuję się bezpiecznie. Zapominam o całym świecie. Jestem tylko ja, partner i parkiet. Nic się nie liczy. Gdy zaczynam tańczyć moje ciało napełnia się ciepłem i zaczyna wrzeć. Taniec odwrócił moje życie do góry nogami. Dzięki niemu jestem zupełnie inną osobą. Z małej nieśmiałej dziewczynki, która wchodząc gdzieś z rodzicami nie potrafiła nawet wydukać zwykłego 'Dzień dobry', przeistoczyłam się w pewną siebie, znającą swoją wartość, młodą kobietę. Być może nie czytalibyście teraz moich notek bo nie miałabym tyle odwagi by wyrazić swoje myśli i poglądy. Gdyby nie taniec, nie poznałabym tylu wspaniałych ludzi. Wiem to pewnie brzmi banalnie, gadka o tym jak to taniec zmienia życie. Jednak to prawda. Jestem wdzięczna swoim rodzicom, że gdy byłam małą dziewczynką dali mi możliwość rozwijania zainteresowań i zapisywali mnie na wiele przeróżnych zajęć dodatkowych. Dzięki nim znalazłam swoje miejsce w tym szalonym świecie. I nikt mi nie może tego odebrać. Taniec to moja pierwsza i zapewne ostatnia miłość. Nigdy mnie nie skrzywdzi i zawsze mogę na nim polegać. Kiedy coś jest źle po prostu puszczam muzykę i  tańczę. Czyż to nie wspaniałe ?  To może już skończę, ponieważ o tańcu mogę mówić godzinami a i tak będzie mi mało. Wiem, że być może zdanie niektórych na temat tańca towarzyskiego się nie zmieni. Jednak proszę o wczytanie się dokładnie i jakikolwiek szacunek. Bo ja nie wymagam od Was tego, byście polubili taniec i nagle dzięki mojej notce byli wielkimi fanami tańca. Nie, nie, nie musicie go lubić. Nie krytykujcie i uszanujcie czyjąś pracę i serce do tego co robi. Nie jestem także mistrzynią tańca, dlatego nie odbierzcie mnie źle, że się wymądrzam czy coś w tym rodzaju. Nie, ja po prostu chciałam Wam pokazać kawałeczek innego świata.

Jeżeli ktoś ma ochotę to gorąco polecam obejrzenie choć jednego z filmików. Przedstawiają moją inspiracje, moją boginię, ucieleśnienie kobiecości. Najlepsza, z najlepszych Yulia Zagoruychenko. Wielokrotna mistrzyni świata w tańcach latynoamerykańskich, oczywiście wraz ze swoim bezbłednym partnerem Riccardo Cocchi. Można podziwiać jak jej uroda to tylko dodatek do talentu i pracowitości . Taka to ma szczęście !
Po co pisać lepiej patrzeć i podziwiać :
Mam nadzieje, że nie żałujecie przeczytania powyższego tekstu ? Niezależnie od odpowiedzi, dziękuję bardzo za poświęcenie mi swojego czasu. Nie mam pojęcia co będzie w kolejnej notce. Zobaczymy co mi ślina na język przyniesie. Także będzie to niespodzianka zarówno dla Was, jak i dla mnie. Ściskam gorąco i do zobaczenia !

wtorek, 27 grudnia 2011

almost lover

Czy powinno się żałować czegoś co kiedyś wywoływało uśmiech ? A może lepiej przejdźmy do teraźniejszości. A mianowicie, co teraz czuje ? I tu nagle mam wielki mętlik w głowie, ponieważ targa mną wiele przeróżnych emocji. Nigdy nie czułam się pewnie w tym związku, zawsze wiedziałam, że kiedyś on się skończy, że kiedyś najzwyczajniej w świecie znudzę się Panu Nieosiągalnemu. Niby było to dla mnie jasne od samego początku, że związek na odległość, z człowiekiem niestabilnym uczuciowo lub lovelasem, jak kto woli, nie wypali. Jednak chciałam wierzyć, że może tym razem jest inaczej, że może znaczę dla niego coś więcej niż pozostałe dziewczyny. Niektórzy mogą pomyśleć, że to typowe myślenie naiwnej, zauroczonej dziewczyny. Lecz on dał mi powody do takiego myślenia. Sądzę, że na początku Pan Nieosiągalny sam miał taką nadzieje, że nie będzie to jego kolejna przelotna znajomość. Nasz związek różnił się od jego poprzednich. Choćby tym, że z żadną z dziewczyn nie spędzał tyle czasu. Nie wiem dokładnie na czym polegały jego poprzednie relacje z innymi dziewczynami. Jednak wiem, że nasze były inne. Nie polegały tylko na pieszczotach, pocałunkach i tym podobnym rzeczach. Zwierzał mi się, opowiadał dokładnie o swoim życiu, sekretach, tych pięknych jak i przygnębiających chwilach. Jak jeszcze nikomu innemu. Byłam nie tylko jego 'kochanką' ale również przyjaciółką, kompanką, z którą mógł porozmawiać o wszystkim. Mogliśmy spędzać ze sobą całe dnie i ciągle nam było mało i mało. Pamiętam jak sam był w szoku, że znalazł kogoś komu może się do tego stopnia wygadać. Była to dla niego nowość. I tu mam satysfakcje. Nigdy wcześniej z nikim nie był tak blisko psychicznie, a nie tylko fizycznie. Czuję, że byłam przełomem w jego 'karierze' lovelasa. Czuję, że go oznaczyłam w pewien sposób, ponieważ mimo tego, że jego nie wiadomo jakie uczucie do mnie wygasło i już dla niego nic nie znaczę, to wiem, że będzie o mnie pamiętał. Bo byłam inna od pozostałych. Niestety tego nie docenił. Mogliśmy stworzyć idealne dopełnienie kompletnie dwóch różnych światów. A może go to przerosło ? To bardzo prawdopodobne. Mam pewna teorię na jego temat. Proszę o skupienie. Rodzice Pana Nieosiągalnego kiedy miał ok. 13-14, wyjechali do pracy, za granicę. Młodzieniec zaś pozostał w swoim ojczystym kraju, zamieszkując ze swoimi dziadkami. Jak wszyscy wiemy, dziadkowie mają zupełnie inne zasady i poglądy na temat wychowywania. Co zrozumiałe, ponieważ sami wychowali się w innych czasach. W związku z tym, chłopak otrzymał wiele wolności od nich, którą we właściwy sposób sobie wykorzystał. Nie brakowało mu urody, rodzice przysyłali mu pieniądze, drogie perfumy, dobrej marki ubrania, itd. Chłopakowi łatwo przychodziło 'wyrywanie panienek'. Sądzę, że ciągłe zmiany dziewczyn mogą wynikać z tego powodu, że w tak trudnym okresie dorastania, zabrakło mu przy jego boku, po prostu matki. Jestem pewna, że jest niedojrzały emocjonalnie. Może jej pustkę, nieświadomie chciał wypełnić dziewczynami ? Być może stąd też, do grona jego dziewczyn należało kilka starszych od niego ? Przecież dziewiętnasto czy dwudziesto letnia dziewczyna ( kobieta ? ) rozpoczyna już w miarę ustabilizowane, dorosłe życie. Poważnie planuje swoją przyszłość. Może posiadać już samochód lub wiele innych czynników, które będą czynić ją dojrzałą. Dlatego być może one dawały mu jakieś poczucie bezpieczeństwa i opiekę ?
Tak piękne i jednocześnie smutne. Z racji tego, że moim ulubionym taćcem jest rumba, znajdziecie tu wiele tego typu romantycznych piosenek ;)


Niestety lub stety, jedyne co teraz do niego czuję to odrazę i obrzydzenie. Jakby nie patrzeć należę do dość sporego grona jego 'lasek', której uczuciami się zabawił. Tak, zabawił. Bo jak można nazwać to inaczej, skoro zaledwie tydzień wcześniej było wszystko pięknie ? Dokładnie tydzień przed rozstaniem odwiedziłam go w jego szkole wojskowej. Wielka euforia, wymienienie się mikołajkowymi prezentami, a nawet zaprosił mnie na jakiś wojskowy bal, który miał być sporym wydarzeniem. I wiecie co ? Czuje się teraz upokorzona. Właśnie najbardziej bałam się co pomyślą inni ( choć doskonale domyśliłam się ich reakcji ). Wiem, że każdy czekał na nasze rozstanie. Mam wrażenie, że teraz wszyscy patrzą na mnie i po cichu śmieją się myśląc 'a nie mówiłem'. Kolejną rzeczą, która wiem, że mnie strasznie dotknie i wtedy dopiero poczuje być może ból rozstania to fakt, że wkrótce znajdzie sobie nową panienkę. Świadomość o tym, że będzie z nią robił to samo co ze mną i dotykał jej w ten sam sposób, budzi we mnie niesamowicie negatywne emocje. A teraz by optymistycznie zakończyć, powiem co będzie najlepsze. Czeka na mnie mnóstwo pięknych chwil ! Nie mogę się już doczekać ! Czy tylko ja od razu, po rozstaniu z chłopakiem myślę już o kolejnym ? Jestem tak podekscytowana. Kto to będzie ? Czy go znam ? Kiedy go poznam ? Czym będzie się interesował ? Jak wygląda ? Kolejny raz będę umawiać się na randki, przed którymi będę się stroić i wariować. Znów moje ciało ze zdenerwowania, odwiedzi stado motyli, które będą tańczyć we mnie jak szalone ! Ach, czyż to niewspaniałe ? :) Właśnie jestem w najpiękniejszym wieku. Przeżywam najlepsze chwile w swoim życiu. Niespełnione i nowe miłości. Oj będzie o czym opowiadać wnukom ;)
Dziękuję bardzo za poświęcenie mi swojego czasu ( a jak sądzę trochę go Wam zabrałam ). W kolejnej notce być może napiszę o swojej pierwszej a zarazem największej miłości. Taniec towarzyski. Przez wielu błędnie i bardzo stereotypowo oceniany. Postaram się to zmienić. Do usłyszenia ! Pozdrawiam cieplutko !

PS. Ogromnie przepraszam za długość moich notek. Byłam pewna, że ta będzie krótsza ale kiedy porwie mnie wir pisania, to nie jestem w stanie nad nim zapanować ;)


poniedziałek, 26 grudnia 2011

Pan Nieosiągalny

Wszystko zapowiadało się w pięknych kolorowych barwach.. Dlatego łatwo było można się nabrać
Pod koniec wakacji, a dokładnie w połowie sierpnia pewien wysoki, niebieskooki, blondyn zauroczył dość naiwną jak się później okaże dziewczynę.(oczywiście nawiązując z nią kontakt bardzo w stylu XXI wieku, czyli przez wszystkim dobrze znany portal społecznościowy o nazwie facebook ). Pierwsze ich spotkanie ( randka ) było udane..baa to mało powiedziane. Kto by pomyślał, że z niezobowiązującego, do którego nie miało się żadnych oczekiwań spotkania może wyniknąć coś godne uwagi ? Chyba obydwoje się tego nie spodziewali. Chłopak oczywiście nie tracąc czasu ( co za pewne było od zawsze w jego zwyczaju ) bez większego namysłu pocałował dziewczynę na pierwszym ich spotkaniu. Co było zaś kompletnie nie w jej stylu, lecz nie zareagowała i oddała się posłusznie jego pocałunkowi. Czy pocałunek był błędem ? A raczej czy rozpoczęcie tej znajomości było błędem ? Znając charakter, upodobania i skłonność do manipulowania płcią przeciwną Pana Nieosiągalnego, dziewczyna zaufała mu. Nawinie uwierzyła, że młody grecki bóg ( bo taki był w jej oczach-imponował jej, nigdy nie przypuszczała, że ktoś taki może zwrócić na nią uwagę, czuła się przy nim bezpiecznie i wyjątkowo ) o przeszłości lovelasa, dzięki szkole wojskowej być może choć trochę dojrzał i się zmienił ? I tak właśnie od pierwszego ich spotkania przez kolejne 2 tygodnie do końca wakacji widzieli się dzień w dzień. Od samego rana do późnego wieczora. Pragnęli spędzić ze sobą każdą sekundę. Niespostrzeżenie mijał im wspólnie spędzony czas-magiczny czas. Jeszcze nikt nigdy nie traktował dziewczyny w ten sposób. Pan Nieosiągalny znał dobre sztuczki na porządne zauroczenie w sobie dziewczyny. Spełnianie jej każdej zachcianki ( hah czasem o niektórych nie miała nawet pojęcia), romantyczne spacery nocą, długie szczere rozmowy, noszenie jej na rękach w parku pod gwieździstym niebem, róża o 8 rano. Pokazał jej tyle wspaniałych, zupełnie nowych dla niej rzeczy. Pomimo jej małego stażu w relacjach damsko-męskich, dziewczyna czuła się niesamowicie, jak nigdy dotąd. Zapomniałam dodać, że szkoła Pana Nieosiągalnego znajdowała się w innym mieście. Dlatego gdy nadeszła chwila pożegnania, dziewczyna nie ukrywała, że było jej ciężko. Nie wiedząc kiedy z jej oczu zaczęły cieknąć łzy..Pan Nieosiągalny również nie krył smutku i dołączył do jej nostalgii ( czego się nie spodziewała ). Zapłakany chłopak powiedział, że jeszcze nigdy nikt nie płakał z powodu jego wyjazdu i, że to najpiękniejsza chwila w jego życiu. ( tak, tak zapamiętała każde jego słowo ). Podarowali sobie mnóstwo zdjęć. Pan Nieosiągalny dał dziewczynie koszulkę obtoczoną swoim zapachem, na którego punkcie dostawała gęsiej skórki. Przyjeżdżał regularnie co 2 tygodnie. Za każdym razem gdy się żegnali powtarzał jej, że jest najważniejsza i by o tym zawsze pamiętała. 3 miesiące minęły cudownie. Pan Nieosiągalny przechodził samego siebie. Nagle z dnia na dzień, z rozmowy na rozmowę, coś zaczęło wygasać ( z jego strony oczywiście ) Dokładnie w listopadzie ( ostatki ) tradycyjnie jak co 2 tygodnie miał przyjechać( pojawiał się zawsze na niecałe 3 dni-piątek po południu, w niedziele po południu już był w drodze powrotnej ) Dziewczyna pamięta tamte dni dokładnie. Piątek dostała smsa, w którym powiedział, że jest z byt zmęczony na spotkanie, zaś w sobote rano, że będzie cały dzień poza miastem. Nie uwierzyła. Od razu było widać, że coś jest nie tak. Tylko dlaczego Pan Nieosiągalny tak się zachował ? Nie łatwiej było od razu przyjść i porozmawiać, zamiast czekać do godziny 23.30 ? Tak dokładnie o tej godzinie zadzwonił do niej w sobotę, by wyszła przed blok. Dziewczyna była przygotowana na najgorsze. Czuła, że to początek końca. Gdy go zobaczyła cała złość nie wiadomo gdzie, nagle uciekła. Jedyne na co miała ochotę to mocno go przytulić. Ale dziewczyna nie była na tyle głupia-nic nie dała po sobie poznać. Z rękoma w kieszeni, twardo szła przed siebie. Pan Nieosiągalny cały czas milczał. Gdy w końcu usiedli na pobliskim placu zabaw, dziewczyna przerwała ciszę. Było widać, że zmieszany i zakłopotany chłopak nie wie jak ma się wypowiedzieć by nie zranić uczuć dziewczyny. Zaczął oklepanie tłumaczyć dziewczynie, że wie, że będzie żałował swojej dezyzji ale to nie ma sensu. Tłumaczył, że mu na niej zależy ale on tak dłużej nie potrafi na odległość. Żyli dwoma oddzielnymi życiami. Jednak dziewczyna twierdziła, że jeżeli na prawdę by mu na niej zależało to byłby z nią mimo wszystko. Pan Nieosiągalny przez całą o wiele dłuższą niż tu opisana, rozmowę miał drżący głos i łzy w oczach. Powtarzał, że nie chce tego ale tak będzie lepiej. Nie wiedział co ma zrobić był rozdarty. Cały czas przytulał  ją do siebie. Nagle zadał pytanie czy ona w ogóle go kocha. I to było najgorsze. Dziewczyna nie wytrzymała, wybuchając płaczem, wyszlochała 'Tak'. Pan Nieosiągalny ogarną ją mocno swoimi ramionami. Przepraszając błagał ją aby wybaczyła jego zachowanie, obiecał zmiane, powtórzył kolejny raz, że jest dla niego najważniejsza. Niestety 'zmiana' trwała zaledwie 2 tygdnie. Miesiąc od tej niby przełomowej rozmowy, młodzieniec a raczej prosty cham ( bo jak można nazwać kogoś kto nie szanuje swojej kobiety ? ) powtórzył historię sperzed kilku tygodni, a mianowicie jak gdyby nigdy nic przyjechał do miasta nie racząc się odezwać do czekającej na każdą jego przepustkę, dziewczyny. To była cisza przed burzą. Dziewczyna nie wytrzymując w końcu postanowiła pierwsza się odezwać, a dokładniej w niedziele o 17 ( przypomnijmy, że Pan nieosiągalny milczał od piątku ). Wściekła i jednocześnie zawiedziona, dziecinnym zachwaniem swojego przyszłego, byłego chłopaka, sprytnie zadzwoniła, z innego numeru ( wiedziała, że nie odbierze gdy na ekranie jego telefonu wyświetli się jej imię ). Rozmowa telefoniczna trwała niecałą godzine ale to nieistotne, ważniejsza jest jej treść. Dziewczyna dokładnie sie przygotwała wiedziała co ma mu powiedzieć. Jakim jest chamem, prostakiem, dupkiem, babiarzem a przede wszystkim zakłamanym, tchórzliwym, palantem bez jaj. Wygarnęła mu wszystko. Jak można nie mieć na tyle odwagi by zachować się jak prwadziwy facet i porozmawiać, najzwyczajniej w świecie szczerze porozmawiać ?! Zamiast tego lepiej się w ogóle nie odzywać, urządzać jakieś idiotyczne gierki ( np. usunięcie wspólnego zdjęcia na fb+idiotycznego statusu 'w związku' ). Czyż to nie dziecinada ? Najbardziej zastanawiające jednak było co on chciał osiągnąć tym wszystkim ? Może miał nadzieje, że dziewczyna od tak po prostu nagle wyparuje ? Wracając do jakże porywajacej rozmowy telefonicznej, w której to Pan Nieosiągalny praktycznie nie mógł wydukać słowa. Na pytanie : Czy my jesteśmy jeszcze razem ? Dziewczyna słyszała jedynie głuchą ciszę. Taka sama odpowiedzieć była na pytanie : Czy chcesz aby to się zakończyło przez telefon ? W końcu dziewczynie udało umówić się z emocjonalnym popaprańcem na poniedziałkowe po południe. Mieli się spotkać pod dobrze znanym im mostem o 16. Dziewczyna znając niepunktualność swojego byłego kochasia,  zapragnęła by to on choć raz czekał na nią. W tym celu wyszła dokładnie o 15 minut za późno z domu. Oczywiście przeliczyła możliwości lovelasa. Czekała na niego 30 minut. Gdyby miała choć trochę oleju w glowie, nie marzłaby, czekając na niego tylko od razu wróciła do domu. Jedyne co ją zatrzymało to chęć zakończenia tej chorej znajomości. Kiedy wreszcie Pan Nieosiągalny zdolał, łaskawie dotrzeć, z miną zbitego psa na miejsce, mogli rozpocząć mowę pożegnalną. Przez dłuższy czas, szli w błogiej ciszy. Dziewczyna miała mu wiele do powiedzenia lecz czekała na jakikolwiek ruch z  jego strony. Okazało się, że Pan Nieosiągalny nie był zbyt dobrze przygotowany, dziewczyna nie usłyszała nic nowego, czego nie dowiedziałaby się na poprzedniej rozmowie. 'To nie ma sensu na odległość..Ja tak nie potrafię..Nie w tym wieku..Nasze drogi ciągle się rozchodzą..bla bla bla'. Ona na przekór upierała się, że jeżeli by mu zależało to by z nią był i tyle. Uważała, że odległość to tylko wymówka, że nie chciał się przyznać przed nią, a może i przed samym sobą, że kolejne jego 'uczucie' wygasło. Kolejny związek nie wypalił. Może siebie samego chciał oszukać, że już nie jest tym samym gówniarzem, który zmieniał dziewczyny jak rękawiczki, a znów okazało się tak samo ? To był jego najdłuższy 'związek'. 4 miesiące okazały się dla niego szmatem czasu. Powiedział, że nie wierzy w miłość w tym wieku. I to by był koniec tej znajomości. Koniec tak na prawdę bez początku. Niestety historia bez happy endu. Hm a może nie ? Spójrzmy na to z innej strony. Może to właśnie szczęśliwe zakończenie ? Może gdzieś tam wciąż czeka ten 'książę na białym koniu', który będzie o niebo, niebo lepszy od Pana Nieosiągalnego. Ktoś kto ją doceni, zaakceptuje, pokocha i będę żyć razem długo i szczęśliwie. Tak. Tak jest na pewno. Coś się kończy coś się zaczyna.
Dlatego apeluję do wszystkich porzuconych lub zranionych dziewczyn. Jesteśmy w takim wieku, że nie ma co się przejmować jakimiś niespełnionymi miłościami. To normalne. Kiedy mamy to wszystko przeżywać jak własnie nie teraz ? Jeżeli ktokolwiek zdołał dotrwać do końca to jest mi niezmiernie miło i dziękuję. A w kolejnej notce napiszę o tym co czuję oraz o rozszyfrowaniu Pana Nieosiągalnego. Pozdrawiam!